Marsylia i wywłócznik rzeczywiście dotarły do szkoły, już rosną w akwarium.

2016-11-07 15.59.54.jpg

Marsilea hirsuta – roślina trawnikowa z Australii, widać ją na pierwszym planie. Zgodnie z informacjami z Internetu, może rosnąć zarówno w silnym świetle jak w cieniu, na co liczę. Rozrastając się poprzez rozłogi, ostatecznie pokrywa dno zbiornika gęstą kołderką drobnych ciemnozielonych liści. Rośnie dość wolno, dobrze znosi przycinanie.

Myriophyllum mattogrossense – inaczej wywłócznik. W Polsce występują trzy gatunki, jednak ja zdecydowałem się na roślinę pochodzącą z cieplejszego klimatu, tolerująca wyższe temperatury. Rośnie błyskawicznie, tworzy przepiękne, “puchate” kępy, w których chętnie przebywają krewetki i ukrywa się narybek. Na zdjęciu widać go po prawej stronie, na drugim/trzecim planie. Przepiękną odmianą jest wywłócznik rdzawy ale zdaje się, ze przy naszym oświetleniu nie dałby rady.

Bolbitis heteroclita – umieściłem na korzeniu maleńką sadzonkę tej ciekawej rośliny lecz dziś jej nie znalazłem w akwarium. Widocznie prąd wody zniósł ją w jakiś zakamarek.

Mamy jeszcze jedną roślinę, uratowaną przeze mnie kilka dni temu z akwarium szkolnego w jednym z gdańskich gimnazjów. Szczerze mówiąc, rosła w takich warunkach i jest tak mała, że nie podejmuję się na razie określać jej gatunku, choć podejrzewam, że to jakaś kryptokoryna. Posadziłem dwa lub trzy egzemplarze na pierwszym planie, na prawo od marsylii.

Czemu najczęściej używam nazw łacińskich roślin? Odpowiedź jest prosta: tak jest łatwiej. Z przynajmniej dwóch powodów:

  1. W literaturze akwarystycznej rośliny mają różne nazwy w różnych językach. To oczywiste. Zatem, szukając informacji o wywłócznikach, musiałbym najpierw sprawdzić, jak nazywają się po angielsku (watermilfoil). Znając nazwę łacińską, używaną na całym świecie, skracam tę drogę.
  2. Nazwy miejscowe mają niestety to do siebie, że każdy może zaproponować własną. Jeśli się przyjmie, może zacząć wypierać dotąd używaną, przez jakiś czas funkcjonując jako druga. W zależności od regionu, można tę samą roślinę nazywać wtedy na kilka różnych sposobów. Znam niezły przykład ze świata roślin lądowych: borówka. Ja mówię tak zarówno na te małe czerwone kuleczki (b. brusznica), jak na te małe granatowe (b. czernica). Jednak w innych częściach Polski… to ja może zacytuję Wikipedię (hasło “borówka czarna):

W polskim nazewnictwie ludowym i tradycyjnym funkcjonowały następujące nazwy: afina, afyny, borowina, borownik, borówczak, borówka, borówka zwyczajna, borôwka, borówka czernica, borzyk, carna jagoda, ciemna jagoda, czarna jagoda, czernica, czernina, czarne jagody, czernice, czornyja jahody, jafena, jafery, jagoda, jagoda czarna, jagoda czernica, jagoda leśna, jagodnik, jagodowisko, jagodzina, jagodzisko, modra jagoda, sinica. Na większości obszaru Polski przeważa nazwa jagoda lub czarna jagoda, podczas gdy w południowej części (na południe od Katowic, Krakowa i Rzeszowa) – borówka, a na wschodzie (w Białostocczyźnie i Lubelszczyźnie) również czernica. Stosowana w południowej Małopolsce nazwa borówka w pozostałej części kraju używana jest w odniesieniu do borówki brusznicy.

Podobnie, choć może nie tak ekstremalnie, wygląda sprawa innych gatunków roślin i zwierząt.

Niestety, nazwa łacińska, choć pozwalająca jednoznacznie zidentyfikować dany organizm, nie zawsze jest możliwa do użycia. W akwarystyce szczególne problemy z nazewnictwem są w przypadku nowych – niedawno odkrytych lub niedawno utworzonych – gatunków i odmian. Mnóstwo gatunków z rodzaju Bucephalandra ma tylko nazwy handlowe, podobnie jest z niektórymi mchami, krewetkami, a cała gama jeszcze nie opisanych zbrojników (Loricariidae) jest oznaczana jedynie numerem (L201, L204, L351 itd.).

Advertisements